06 lutego 2017 cdn

Sam jestem w ciągu to i ciąg dalszy:)

Teraz będzie o studniach wyremontowanych/pogłębionych w 2016 roku rejonie misji w Figuil w Kamerunie (Północna Ekstremalna Prowincja – wąskie gardło terytorium państwa Kamerun pomiędzy Czadem, a Nigerią sięgające do jeziora Czad. W 2016 roku było ich sześć: Kering 1, Ouro Ngara, Oruro Bame, trzy studnie w Karew Centre i studnia przy samej misji przy sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej oraz instalacja w szpitalu w Figuil. Dlaczego piszę o trzech studniach w Karew Centre? Albowiem przez ponad dwa tygodnie przy użyciu kompresora nie dało rady się przebić przez skały do kolejnego źródła wody. Przerzuciliśmy się wtedy na trzecią studnię. I tu był sukces. Pogłębiliśmy ją do kolejnego wydajnego źródła wody. Instalację przy szpitalu w Figuil trochę trudno nazwać wodną/studzienną, albowiem za resztę środków na pogłębianie studni, tj.: 332 Euro zdecydowaliśmy razem z o. Krzysztofem przeznaczyć na budowę solidnej latryny przy szpitalu w Figuil. Też temat z wodą związany, no może inaczej, ale higienicznie bardzo ważny. Przy okazji zamieszę parę zdjęć. Aczkolwiek przy tej ilości wybudowanych/wyremontowanych studni wydają się być one (foty) monotonne.

No właśnie, chyba nadszedł czas zrobienia jakiejś statystyki. Ile studni zostało sfinansowanych przez Stowarzyszenie? Gdzie i kiedy? Które wybudowano od nowa, a ile wyremontowano? Ponieważ wymaga to poświęcenia dużo więcej czasu, to zrobię takowe zestawienia „as soon as possible”.

Zostało mi jeszcze do opisania nasze przedsięwzięcie z 2016 roku w dżungli na pograniczu Kamerunu, RŚA i DRK. Ale w tym temacie mam bardzo dużo zdjęć do przebrania. Napiszę jak tylko będę gotowy. W każdym razie pomogliśmy o. Janowi przy realizacji studni na jego misji w Salapumbe (o ile tak się pisze nazwę tej wioski). Jest to w każdym razie w dżungli zamieszkałej przez Baka (pejoratywnie zwanych Pigmejami). Ok. innym razem.

Na koniec dzisiejszego wpisu muszę, a właściwie bardzo chcę napisać o ostatnich moich/naszych „przypadkowych” spotkaniach. Otóż, przed ostatnimi Świętami Bożego Narodzenia mieliśmy z Elą przyjemność uczestniczyć w kolacji/spotkaniu przed Wigilijnym, było Słowo Boże, dzielenie się opłatkiem i kolędy. Ale też było dużo stołów. Przy jednym z nich, z dala od centrum wydarzeń usiedliśmy, kiedy to podeszło do nas nieznane nam małżeństwo z zapytaniem, czy mogą się do nas przysiąść. Jakże to była przyjemna relacja, rozmowa pełna niespodziewanych, aczkolwiek bliskim nam wątków. Dzieci i Afryka. Tak Afryka dzika! Reasumując w sobotę 07 stycznia b.r. zostaliśmy zaproszeni przez Iwonę i Davida na wspaniałą kolację w gronie ich przyjaciół. Oczywiście, jak to ja, musiałem zagadać towarzystwo do późnych godzin nocnych moimi opowieściami z Afryki. Dziękuję raz jeszcze za spotkanie i obiór na tych samych falach.

I dalej następuje wtorek 10 stycznia. Do Warszawy przyjeżdża na krótko brat Robert Wieczorek. Tak ten sam, misjonarz z Ndim w RŚA. I to on prowadzi mnie na spotkanie do Fundacji Dzieci Afryki. Fundacji, która ma swoją siedzibę w Warszawie. A my się nie znamy. Dopiero misjonarz z RŚA musiał nas zbliżyć. Dzięki Tereso, Małgosiu i Robercie za to, że jesteście. Innymi słowy „ludzi dobrej woli jest więcej”!!!

Serdecznie wszystkich czytelników pozdrawiam,

Wódz

Previous Post
Comments are closed.