09.09.2014

Klamry czasu. Niebawem minie rok jak odszedł od nas Jaro. Zdjęcia Jara wciąż się kręcą. Zacząłem pisać o nim. Dla siebie. Dla publikacji „the memory”. Pomysł Stułbi. Jeszcze nie mogę. Łzy. Również niebawem mnie rok jak walczę z chorobom. Zresztą nie tylko ja. Maniek i Góru też walczą. Zresztą wszyscy z grupy AGG walczą. O coś lub z czymś. Wszyscy walczymy. Póki żyjemy. W różnych wymiarach. No i Ci z poza AGG. A tak właściwie jedną nogą już w AGG. To jest Ci, którzy też walczą. Mam na myśli Pawła i Andrzeja. Ostatnio Małgosię i Jarka. Myślę też o Agnieszce i Waldku „We’re the Champions”. Dzięki Wam wszystkim co najmniej za ostanie Walne Stowarzyszenia. Dzięki też tym, których osobiście nie znam. Wspierający nas regularnie od lat. Kolejna klamra czasu. Nie będę wyszczególniał ich oficjalnie. Nie wiem czy chcą. To dzięki Jaru i Stułbi uhonorowaliśmy ich indywidualnie na przełomie roku wysyłając szczególne podziękowania. Minie już ponad rok od czasu wejścia Jasia, naszego Ojca Oblata, w dżunglę na południowo-zachodnim pograniczu Kamerunu i Republiki Środkowoafrykańskiej. Jest z Baka. Bez łączności z naszym światem. To już kolejny rok jak nasi przyjaciele, Zenek i Robert, Ojcowie Kapucyni z RŚA robią swoją wspaniałą misyjną robotę. Bez oglądania się na wojnę domową. Wojnę niemalże permanentną. To już minął ponad rok jak widziałem się z Ojcami Grzegorzem i Łukaszem z Czadu. Brak łączności nie doprowadził jeszcze do realizacji naszej studni tam, w Czadzie. Rok i kilka miesięcy minęło od mojego ostatniego powrotu z Afryki. Wtedy i dziś Boko Haram z Nigerii robią rajdy do Północnego Kamerunu i porywają białasów. Wtedy porwali rodzinę francuską, pięcioro osób, w tym dwoje dzieci. Nie dawno dwóch księży misjonarzy z Włoch. Również kłusownicy z Czadu/Ugandy, prawdopodobnie z sekty Joseph Kony dowódcy Bożej Armii Oporu, robią sobie wypady na słonie żyjące w tym rejonie Kamerunu. W parkach narodowych. Strzelają do słoni z moździerzy i ciężkich karabinów maszynowych. Na miejscu zostają nietknięte kły. Mięso zjadają drapieżniki i padlinożercy. A w Hongkongu i innych rejonach Chin kwitnie rzemiosło artystyczne. Rzeźby w kości słoniowej. Wcześniej barbarzyńskie kłusownictwo. Potem przemyt. A na koniec dowód bogactwa i zamożności. Tam, w kameruńskim Figuil. Na granicy z Czadem i kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej od granicy z Nigerią misjonarzy Ojciec Krzysztof. Obecnie jedyny nasz „promotor” idei budowy studni. I z nim jest ograniczony kontakt. Często bywa, że nie ma prądu. Jeszcze częściej nie ma internetu. Kable „czarni” wykopują z ziemi. Są im potrzebne tylko dla nich wiadomych celów. Specjalnie nie są chronione. W przeciwieństwie do rurociągów z ropą płynącą z Czadu do portów w Kamerunie. Uzbrojeni po zęby ochroniarze mają łączność satelitarną. A jak światowe koncerny stać. Chińczycy wzdłuż swoich rurociągów robią zazwyczaj drogę asfaltową. Dla „łazików” uzbrojonych w cekaemy. Siły szybkiego reagowania. No i o tyle są lepsi od amerykanów i europejczyków. Acha, przy okazji zostawią jakieś dudki w kopertach dla miejscowych wataszków. No i oczywiście dla notabli ze stolicy. Klamry czasu. Taśmy pamięci. Miał rację Kapuściński. Jestem tu. A taśma pamięci kreci się dalej. Gdzie ja nie byłem przez ten ostatni rok z okładem. Generalnie Afryka. Na lekko Malawi z jeziorem i Mulania Mountains. Ponownie Etiopia, dżelady i jezioro Tana. Jeszcze raz Czad, ale tym razem z Tibesti. Niger z Agadez i Arlit Mountains. Goryle w Kongo i RŚA. Oczywiście Kamerun i nasze studnie. I wiele innych. Armenia, Gruzja, Bukowina, ale też Santiago de Compostela. Ślady chrześcijaństwa. Co raz bardziej mnie to pochłania. Już nie tylko „pusz się bracie, pusz …”. Jest św. Augustyn – pół Tuareg: „prawdziwa miłość polega na tym, abyśmy przywiązali się do prawdy i sprawiedliwie żyli”. Klamry czasu. Łóżko szpitalne. Dużo czasu na rozmyślania. Wielki wysiłek. Pochłania całego ciebie. A przecież mógłby być ukierunkowany na poznawanie świata. Tego jeszcze nie odkrytego. Na pewno trudnego. Mało dostępnego. Tym bardziej ciekawego poznania. Podróż trwa. Klamry czasu. Nadrabianie utraconego czasu. Miotanie się codzienne. Sprawy małe i jeszcze mniejsze. Finanse, pieniądze, dudki. Rachunki, zusy, pensje. Konformizm nowy styl w architekturze. Ogólnie widoczny lans na kompromis i oportunizm. Gadające głowy. Trybuni ludowi. Klamry czasu. Całe szczęście jest rodzina. Dzieci. Walka pokoleń. Wojna domowa. Ale to mija. Zostaje miłość. Wieczna i niezwyciężona. Klamry czasu. I jeszcze ta chęć odciśnięcia stopy.

Zawsze Wasz,

Dziki Wódz Szybka Zmiana Decyzji

Previous Post
Next Post
Comments are closed.